sobota, 15 listopada 2014

Ciąża, poród, karmienie i macierzyństwo według mnie....


Moje całe życie:)
                Macierzyństwo…kiedyś przerażała mnie myśl posiadania dziecka...nie to, że nie chciałam, uwielbiałam, dzieci…czyjeś:) Po prostu wydawało mi się, że to jeszcze nie pora. Liczyła się praca, kariera, wyjazdy, spotkania ze znajomymi…chyba po prostu byłam wygodna….Eh…jakie to moje życie było puste….nie umiem sobie wyobrazić jak to było bez tego brzdąca. Macierzyństwo zmienia
myślenie, patrzenie na świat. I wcale tak nie ogranicza jak myślałam. Wszystko to kwestia
organizacji. Nie powiem, że  zawsze jest kolorowo, ale szczerze mówiąc myślałam, że będzie gorzej. 
                   Jak zniosłam ciążę? Na początku męczyły mnie mdłości, które trwały trzy miesiące, później było już tylko lepiej.  Ile ja się naczytałam o dolegliwościach ciążowych, 
o dużym brzuchu który mi później zostanie, o stopie która zwiększy się o rozmiar, o biodrach które już nigdy nie będą takie jak przed…. na szczęście nie potrzebnie się stresowałam:) Trochę samozaparcia, karmienie piersią i sylwetka z przed wraca:) A jak się bałam porodu…. na samą myśl było mi słabo…przecież 90% wpisów na forach to koszmarne wspomnienia rodzących kobiet. Trzeba wziąć poprawkę na to, że każda kobieta jest inna, każda z nas ma inną tolerancję na ból. Teraz wiem, że najlepiej nie czytać tych wszystkich opinii, bo człowiek tylko nie potrzebnie przeżywa. Ja rodziłam 5 godzin, i mimo, że w trakcie wydawało mi się, że już nie zniosę bólu, w momencie gdy zobaczyłam Julkę, zapomniałam o tym. Niestety po powrocie do domu dopadł mnie tak zwany baby blues. Ciężko to opisać…. wiesz że masz zdrowe dziecko, czekałaś na tą chwilę 9 miesięcy, a nie umiesz się tym cieszyć. Czułam się taka bezsilna i beznadziejna…na szczęście miałam przy sobie bliskich którzy mnie wspierali. Mąż widział co się dzieje i wciąż podkreślał, że jestem świetną matką i doskonale sobie radzę, mimo, że wcale sobie nie radziłam…. dwa tygodnie jakoś minęły, 
a ja doszłam do siebie i zaczęłam czerpać radość z macierzyństwa:) Ile szczęścia daje taka uśmiechnięta buźka, jak rozpiera duma kiedy maluch pierwszy raz przewróci się z plecków na brzuszek i odwrotnie, kiedy zaczyna siadać, raczkować…. 
                Julka jako noworodek tylko spała i jadła, śmialiśmy się z mężem, że ona chyba nie umie płakać.  Do jedzenia w nocy trzeba było ją budzić bo tak to pewnie spałaby do rana. Zasypiała sama w łóżeczku, nie wymagała noszenia, bujania. Anioł. Naprawdę każdemu życzę takiego noworodka. Z miesiąca na miesiąc zdobywała nowe umiejętności,płakać też się oczywiście nauczyła:) Od 5 miesiąca jak zaczęły rosnąć ząbki pojawił się problem z zasypianiem i spaniem w nocy. I tak do dziś…  
                Macierzyństwo nie zawsze jest kolorowe, czasem człowiek ma dość i traci cierpliwość. Wieczorem padasz na twarz, a dziecko zamiast spać budzi się co pół godziny
z krzykiem…czasem po całym dniu kiedy to jeden jest podobny do drugiego marzysz o tym, żeby chociaż na chwile mieć czas tylko dla siebie. Dopiero jak się wyjdzie z domu choćby na godzinę to po powrocie znowu pojawia się radość z przebywania z dzieckiem. A jak dziecko choruje? Najgorsza jest bezsilność. Nie ma nic gorszego…patrzysz jak ta bezbronna istota cierpi, a tobie się serce kraje bo możesz tylko być.  Takie przykłady można mnożyć i mnożyć, ja wiem jedno, nie mogło mnie spotkać w życiu nic piękniejszego jak to, że było mi dane zostać MAMĄ. 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz