sobota, 27 grudnia 2014

Sesja fotograficzna

Uciekająca z planu Mysza

                K: Zbierałam się długi czas, żeby zabrać moją Julkę na sesję fotograficzną, ale jakoś nie wyszło i teraz bardzo żałuję. Zdecydowałam się dopiero po tym jak mi Sylwio pokazałaś swoje zdjęcia z sesji.
Fotki miałaś po prostu prześliczne i od razu namowiłam męża, żebyśmy też sobie takie zafundowali.

Pierwszy termin sesji nam przepadł ponieważ Julka miała uczulenie na buźce i czekaliśmy, aż się wyleczy. Drugiego terminu już nie chciałam przepuścić, ale Julka nie ułatwiała zadania...Sesja była we wtorek a w poniedziałek nabiła sobie dwa guzy, w tym jeden na policzku... W dzień sesji była płaczliwa i kompletnie nie w sesyjnym humorze, a dojeżdżając do Pani fotograf była całkiem zalana łzami... Czarno widziałam tę sesję...


Pani fotograf, która okazała się przemiłą osobą, zajęła się Julką tak, że od razu zaczęła się uśmiechać. Problem był tylko taki, że moja panna wstawała i uciekała nam z planu i dopiero jak z niego zeszła to strzelała uśmiechami... Myślałam, że wyjdę z siebie skacząc, klaskając i machając zabawkami, żeby moje dziecko choć na chwilkę usiadło spokojnie a później, żeby choć raz na zdjęciu nie była taka poważna... No ciężko było, ciężko... Pożałowałam od razu, że nie przyjechaliśmy na sesje jak była malutka, nieraczkująca i niechodząca.  No ale sami możecie zobaczyć rezultaty :D





                        S: Ja również żałuję, że nie zdecydowałam się na sesję noworodkową....ale to chyba przez to, że byłam za bardzo pochłonięta nową sytuacją w której się znalazłam, później planowałam, że zrobimy sesje jak mała będzie miała 6 mc ...i tym razem się nie udało, aż w końcu natrafiłam na Studio Malucha i umówiłam spotkanie;) Oczywiście za pierwszym razem pech sprawił, że musieliśmy odwołać bo Julka się rozchorowała, ale przy drugim podejściu udało się.

W dniu sesji jak na złość Jula nie chciała spać....przespała się dwa razy po pół godzinki od 6 rano więc generalnie była marudna i zmęczona jak dojeżdżaliśmy na 13 do studia Pani Eweliny.  Powiem Wam szczerze, że nie myślałam że będzie tak ciężko....Julka robiła wszystko, żeby tylko nie udało się zrobić dobrego ujęcia. Uciekała z planu jak tylko ją usadziliśmy, a jak już usiadła na chwilę bo jakiś gadżet jej się spodobał to od razu zaczynała go gryźć...oj napociliśmy się z mężem i z Panią fotograf. W przerwach mała oczywiście rzucała się na Panią Ewelinę i ją przytulała i tylko wtedy dało się zauważyć uśmiech na jej buźce.

Przyjechałam zrezygnowana i pewna że zdjęcia będą kiepskie i nie będzie z czego wybrać...ale chyba nie jest tak źle:)

Szczerze polecam wszystkim taką sesję. Jest to niezwykła pamiątka dla dziecka. A jak Wam podobają się nasze zdjęcia?:)










Polecamy Studio Malucha :)






4 komentarze:

  1. Przepiękne zdjęcia, fantastyczna pamiątka :). Chociaż jestem pełna podziwu dla Małej - mój synek nie dałby się przebrać ni zatrzymać dłużej nieruchoma, skończyłoby się na wrzaskach, niestety. Wyszło cudnie :). Pozdrawiam (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
  2. Super te żywią są. W ogóle nie widać ze Julki były nie w humorach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękujemy:)My też byłyśmy pozytywnie zaskoczone efektami:)

    OdpowiedzUsuń